aktualnościzdjęciaRada Regionalna SIPmultimedialne archiwumwładzeOferta wycieczkiProgram Adaptacyjność sukces przedsiębiorstwa
Poniedziałek, 23 października 2017
Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
SAMI SIĘ NIE ZAPROSILI
Kiedy słuchało się skarg premier Ewy Kopacz wygłaszanych przez kilka dni w mediach, urażonej, że nie została zaproszona przez Solidarność na obchody Sierpnia’80 do Szczecina i Gdańska, nie można oprzeć się wrażeniu, że z każdego jej słowa bił fałsz.
Przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL obchody Sierpnia nie miały większego znaczenia dla ludzi kierujących Platformą. Nagle teraz, przed wyborami, uznano jednak, że taką rocznicę można i trzeba wykorzystać instrumentalnie do uderzenia w Solidarność, w prezydenta Andrzeja Dudę i PiS.
Przecież nie o to chodzi obecnej władzy, by identyfikować się z tamtym Sierpniem 1980, jego historią i dziedzictwem. Ta pamięć dla Ewy Kopacz, a wcześniej dla Donalda Tuska to niepotrzebne obciążenie. Przypomnijmy sobie tylko rok 2009, kiedy ówczesny premier, zapraszany przez Solidarność na 20. rocznicę wyborów 4 czerwca do Gdańska, postanowił oficjalne obchody przenieść do Krakowa. Zorganizował tam jednocześnie szczyt Grupy Wyszehradzkiej, całkowicie pomijając miasto będące od zawsze symbolem obalenia komunizmu.
Od samego początku rządów koalicji PO-PSL to właśnie premier Donald Tusk wyznaczał kierunek w polityce wewnętrznej, polegający na eliminowaniu Solidarności.
Wrogowie Solidarności
Warto tu przypomnieć jeszcze rok 2010 i obchody 30. rocznicy Sierpnia w Gdyni. To wtedy Tusk osiągnął szczyt manipulacji, dzieląc Solidarność na pierwszą i drugą. I tej jej części, do której teraz pretensję zgłasza premier Kopacz, odmawiał prawa do dziedzictwa Sierpnia. Pamiętajmy – były premier charakteryzował się skrajnie wrogim stosunkiem do związków zawodowych. Cała jego polityczna działalność to negowanie ich znaczenia i roli społecznej, jaką pełnią. Już jako poseł i lider KLD w 1993 r. domagał się w Sejmie ograniczenia związkom zawodowym prawa do strajku, a przecież jest to jeden ze sławnych 21 postulatów sierpniowych.
Obchody w Gdyni w 2010 r. były dobrze wyreżyserowane. To wtedy, tak jak dziś obok premier Kopacz w Gdańsku, ujawniała się nagle Henryka Krzywonos, która bezpardonowo zaatakowała ówczesnego przewodniczącego Solidarności Janusza Śniadka, zarzucając związkowi upolitycznienie. I od tego czasu stała się, jako sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych, usłużnym głosem Platformy, by w nagrodę kandydować z list tej partii do parlamentu. Dziś wraz z premier Kopacz, kiedyś członkinią ZSL, mają czelność atakować Solidarność za rzekome upolitycznienie. Obłudnie przestrzegają przed monopolem władzy, jaki miałoby uzyskać PiS, ochoczo fałszując historię. Porównują rzeczy nieporównywalne: przejęcie władzy przez partię w wyniku demokratycznych procedur z władzą sprzed lat – narzuconą, znienawidzoną i obcą.
Lament pani premier nad ewentualnym monopolem władzy PiS u brzmi fałszywie, jeśli przypomnieć, że to koalicja PO-PSL od ośmiu lat rządzi i ma monopol na niemal wszystko, co państwowe i publiczne. Jeszcze nie tak dawno miała też wywodzącego się z tego środowiska prezydenta.
Czy Sierpień był na księżycu?
Kiedy premier Kopacz opowiada o strajku na Wybrzeżu, twierdząc, że było to niekończące się powstanie, to zdumiewa jak bardzo nie potrafi znaleźć adekwatnych do tamtego wydarzenia słów, tworząc opisy emocjonalnie puste i nieszczere. To dowodzi, że dopóki nie została premierem, Sierpień był dla niej raczej odległą planetą, a nie ważnym momentem w historii naszego kraju. Jej dzisiejsze wystąpienia dotyczące strajków trzeba uznać za pomysł PR-owców Platformy, liczących na efekt propagandowy podczas kampanii wyborczej. Wbrew patriotycznym zapewnieniom liderów rządzącej PO zależy im wyłącznie na pozostaniu przy władzy i czerpaniu z niej korzyści dla siebie i swojego aparatu. Ludzi Platformy nie spaja żadna idea, to typowa partia władzy i dobrobytu dla swoich, zresztą kwestia finansowych profitów wydaje się tu najważniejsza. Przykładem jest sam Donald Tusk, który dla ciepłej posadki w Brukseli bez chwili wahania porzucił tonący okręt, jakim stała się Platforma po ujawnieniu nagrań z restauracji Sowa i Przyjaciele.
Dlaczego nie było zaproszenia
Jest też bardziej istotna przyczyna, dla której premier Kopacz jako szefowa rządzącej PO nie cieszy się względami Solidarności. Przecież osiem lat rządów jej partii to działania uderzające nie tylko w NSZZ Solidarność, ale przede wszystkim w polskich pracowników i ich rodziny. Tych ciosów ze strony rządów PO-PSL było tak wiele, że nie sposób wyliczyć ich tu w całości, wymienię więc tylko kilka. W 2008 r. Tusk likwiduje emerytury pomostowe, w 2012 r. wydłuża wiek emerytalny, w 2013 r. wprowadza elastyczny czas rozliczeniowy pracy. W całym okresie swoich rządów godzi się na bezprecedensowy wzrost liczby umów śmieciowych i powstawanie agencji pracy tymczasowej. Rząd wielokrotnie grozi związkom zawodowym zmianami ustawowymi w celu usunięcia ich z zakładów pracy, notorycznie ignoruje Komisję Trójstronną, tak że trzy największe centrale związkowe uznają, iż pozorowany dialog nie ma dalszego sensu. Wiele decyzji i działań rządu przyczyniło się do likwidacji zakładów pracy, z najbardziej dotkliwą likwidacją stoczni czy zakładów Cegielskiego w Poznaniu. Dochodzi do tego polityka utrzymywania niskich płac, która stała się doktryną ideologiczną rządów PO. Dziś widzimy jej skutki, należymy do krajów UE, w których są najniższe zarobki.
To wszystko pokazuje, jak bliskie Ewie Kopacz i jej partii były ideały Sierpnia, czyli to dziedzictwo Solidarności, do którego zgłasza pretensję jako szefowa Platformy.
Kilka słów prawdy, które bolą
Pamiętamy te liczne przykłady aroganckiego niewpuszczania przedstawicieli Solidarności do Sejmu czy Senatu, czy to przez ówczesną marszałek Kopacz, czy marszałka Bogdana Borusewicza, gdy procedowano ustawę o wydłużeniu wieku emerytalnego. Padały wtedy brutalne słowa wobec przedstawicieli związku.
Trudno czasem powstrzymać się od odpowiedzi na ataki z tamtej strony. Jednak emocjonalne wypowiedzi nawet w słusznej sprawie, nagłośnione przez niechętne media, mogą zaszkodzić dopiero co wybranemu prezydentowi i obozowi politycznemu, w którym znacząca część społeczeństwa pokłada ogromne nadzieje na pozytywne zmiany w Polsce. Dyskusje i podziały ujawnione w rocznicę Sierpnia ’80 oznaczają, że jest jeszcze wiele do zrobienia właśnie w kontekście jego przesłania. Dlatego prawdziwe były słowa prezydenta Andrzeja Dudy wypowiedziane w Szczecinie, że dziś Polska nie jest krajem sprawiedliwym, bo ludzi nie traktuje się równo. A przecież istotą 21 sierpniowych postulatów było głośne domaganie się właśnie równego i sprawiedliwego traktowania wszystkich obywateli, o czym niemal zupełnie zapomniano w ostatnich latach, odkąd rządzi koalicja PO-PSL.

Autor: JERZY KŁOSIŃSKI

« powrót