aktualnościzdjęciaRada Regionalna SIPmultimedialne archiwumwładzeOferta wycieczkiProgram Adaptacyjność sukces przedsiębiorstwa
Sobota, 23 09 2017
Imieniny: Bogusława, Liwiusza, Tekli
BRODNICKI SIERPIEŃ 1980
W drugiej połowie sierpnia 1980 roku napięcie wywołane strajkami zaczęło wyraźnie wzrastać. W okolicach 20 sierpnia, gdy nawet rządowe media przestały używać eufemizmów w rodzaju „przerwy w pracy”, „przestoje”, a jednocześnie dalej reglamentowały pełną wiedzę na temat tego, co się dzieje, coraz więcej Polaków miało przeczucie, że oto nadchodzi ważne, historyczne przesilenie.
Niewiele dała blokada telefoniczna (także dalekopisowa – były takie urządzenia) Gdańska i większości miast wybrzeża, a częściowo nawet komunikacji kołowej. Wiadomości rozchodziły się poprzez kurierów, plotkę i przede wszystkim zachodnie rozgłośnie, zwłaszcza Radio Wolna Europa. Do Brodnicy ta fala napięcia dochodziła jednak z pewnym opóźnieniem. Tak na dobrą sprawę mało kto, wiedział jak jest naprawdę. Przez krótki czas po wybuchu strajku w Stoczni Gdańskiej utrzymywano raczej przekonanie, iż Wolna Europa trochę przesadza z informacjami o skali protestu, zaś władza ludowa – jak zwykle – przesadza z reakcją blokując informację. Tak było, jednak gdy w okolicy 20 sierpnia pojawiło się w mieście więcej osób, które na własne oczy widziało to, co się dzieje na wybrzeżu, gdy w pobliskich dużych miastach: Toruniu, Grudziądzu, Bydgoszczy (gdzie pracowało wielu brodniczan) także pojawiły się nastroje strajkowe, a na ulicach nielegalne ulotki poczuliśmy niespokojną niezwykłość czasu. Zresztą Służba Bezpieczeństwa też chyba ją poczuła, bo po do dziś zachowanych dokumentach widać jak bardzo wzmogła swoje działania, jak zmobilizowała całą agenturę do pracy. Każda większa brodnicka firma miała co najmniej jednego współpracownika (bardziej, lub mniej świadomego), a na przykład ZSM POLMO co najmniej pięciu. To między innymi z doniesień tych gagatków powstawały w MO i SB rozmaite raporty i analizy na temat nastrojów w najważniejszych zakładach pracy regionu. Na przykład 23 sierpnia 1980 roku kapitan SB Marian Kolbowicz (Toruń) pisał w swoim raporcie-notatce służbowej: „Z rozpoznania nastrojów wśród załóg obiektów chronionych (a więc także POLMO) wynika, że przedłużająca się napięta sytuacja na Wybrzeżu powoduje zmęczenie, zniecierpliwienie. Istnieje obawa, że może doprowadzić do przestojów – z powodu braku surowca – bardzo wielu przedsiębiorstw.(…) Wielu aprobuje żądania strajkujących w zakresie wyrównania świadczeń rodzinnych do poziomu otrzymywanych przez Milicję Obywatelska i Wojsko Polskie oraz likwidacji sklepów komercyjnych”. Warto tu dodać, że w momencie powstania notatki, od dwóch dni trwał wielki strajk w toruńskim Towimorze. Tam do Prezydium Komitetu Strajkowego wybrano słynnego twórcę tzw. „struktur poziomych” w PZPR Zbigniewa Iwanowa – wówczas sekretarza ekonomicznego Komitetu Zakładowego PZPR.
Bitwa o informację - przejąć ulotki
Tymczasem w Brodnicy zaczęły się pojawiać ulotki i to nie tylko „z importu!” 21 sierpnia Służba Bezpieczeństwa zabezpieczyła kilka takich o wymiarach 10x15, które były wykonane na … dziecięcej drukarence. Zawierały one „treści antysocjalistyczne” oraz „wymierzone przeciwko I sekretarzowi Komitetu Centralnego”. W wydziale pułkownika Marcinkowskiego (Toruń) uznano je za „wyrób brodnicki” (całkiem słusznie), w odróżnieniu od paru egzemplarzy „Robotnika” (nr 57 gazeta Komitetu Obrony Robotników), z których dwa egzemplarze ujawniono na toruńskim Rubinkowie, a jeden w Brodnicy (przyniósł go do komendy MO „zatroskany obywatel”). Na drugi dzień było jeszcze gorzej, bo funkcjonariusze MO i SB znaleźli w Brodnicy i Golubiu Dobrzyniu ulotki Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego ze Stoczni Gdańskiej! Był to namacalny dowód na to, że blokada wybrzeża nie działa, tym bardziej, że materiał ujawniony musiał być tylko szczytem góry. Jak wynika z raportów naczelnika Wydziału III toruńskiej SB kapitana Edwarda Duszy między 21, a 29 sierpnia każdego dnia natrafiano w Brodnicy na różnego typu ulotki, lecz ani razu nie zdołano ustalić kolporterów. 29 sierpnia o mało to się nie udało. O godzinie 15.30, z pociągu relacji Grudziądz – Działdowo pewien mężczyzna rozrzucił ulotki; najpierw na terenie brodnickiego dworca PKP, a potem na przejazdach kolejowych. Były to druki wydane przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku. Mimo błyskawicznego donosu z dworca, znanego rysopisu sprawcy SB-kom z Brodnicy, ani z Działdowa jednak nie udało się przejąć kolportera. Zresztą pojedynczy konspirator już wówczas znacznie tracił na ważności, ponieważ w zakładach dużych miast (Toruń, Grudziądz) regionu wrzało jak w ulu. Załogi firm albo strajkowały, albo szykowały się do strajku.

Akcja kierowców PKS
Najlepsze rozeznanie w sytuacji, jaka istniała wówczas w województwie mieli …kierowcy PKS. Oni pierwsi wiedzieli, że część toruńskich strajków zakończyła się szybkimi podwyżkami płac, toteż 30 sierpnia (sobota) trudna dziś do liczebnego określenia grupa zaczęła opóźniać wyjazd z brodnickiej bazy Oddziału, namawiając pozostałych do wszczęcia strajku w celu wymuszenia podwyżek. Ponieważ część kierowców była zdania, że należy dać dyrekcji czas na rozpatrzenie postulatów (do podwyżki pensji dołożono także parę spraw socjalnych), po nerwowej dyskusji postanowiono, iż decyzję o strajku podejmą w poniedziałek (1 września). Tymczasem w ZSM POLMO, w ścisłym gronie kilkunastu ludzi, wśród których byli m.in.: Adam Raczyński, Jan Łukowski, Tadeusz Górski, Andrzej Mańkowski, Mieczysław Manelski, Jerzy Polanowski i inni rozważano możliwość wszczęcia strajku i precyzowano postulaty. Pierwotnie planowano natychmiast udać się na wydziały, przeprowadzić wiece robotników aby poznać ich zdanie, a następnie podjąć decyzję. Wiadomo było, że cześć (za to bardzo ważna) postulatów daleko wykracza poza kompetencje dyrekcji ZSM – jak chociażby odłączenie się brodnickiej firmy od Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego (przymusowa administracyjna czapa rozdzielająca zadania, zamówienia, ale też zżerająca sporo z zysku podległych zakładów), to też uznano, że tupnięcie bronią strajkową wstrząśnie także decydentami z wyższego szczebla. Zamysł był niezły, lecz właśnie 30 sierpnia wszystkich trochę zaskoczyły porozumienia szczecińskie, no a na drugi dzień była niedziela i porozumienie w Gdańsku. Te dwa wydarzenia na moment rozbroiły napięcia w zakładach. W poniedziałek rano lokalne gazety („NOWOŚĆI” dziennik toruński i „Gazeta Pomorska” dziennik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) wielkimi tytułami ogłosiły „Załogi w kraju podejmują pracę”, „Ulga i odprężenie” (NOWOŚCI), „Zakończenie strajku” „W całym kraju wraca normalna praca” („Gazeta Pomorska”). Wśród przyjętych przez rząd 21 postulatów były także dwa punkty 8 i 9 mówiące: „Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen”, oraz „Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza”. Wtedy (1980) „zwykły spawacz” mógł zarobić około 4-5 tysięcy brutto, więc dwa tysiące to była kupa kasy! Ba, kiedy już w poniedziałek załapano, iż „jak partia mówi, że coś da, to mówi” (nikt nie potrafił podać nawet przybliżonego terminu wypłat, jak też źródła pieniędzy), tymczasem ci, co sobie wystrajkowali, to dostali podwyżki niemal od ręki! Na wydziałach najpierw dyskutowano, a potem zwołano wiece. Pracownicy biurowca mieli osobną naradę. Z tego wszystkiego wynikła jedna konkluzja – strajk jest konieczny! Dość sprawnie wybrano Komitet Strajkowy ZSM POLMO, na którego czele stanął Andrzej Mańkowski i postanowiono, że 2 września będzie proklamowany strajk.

Operacja „Lato 80”
Służba Bezpieczeństwa, która miała swoją „wtykę” w Komitecie Strajkowym, a która od 22 sierpnia 1980, w całym województwie toruńskim prowadziła operację antystrajkową o kryptonimie „Lato 80” także przystąpiła do działań. Wszystkim członkom Komitetu Strajkowego założono teczki, natomiast agentów i kapusiów zobowiązano do szczególnej czujności. Polmowskiej straży przemysłowej natychmiast odebrano amunicję, a potem broń. Milicyjny posterunek drogowy, który od 23 sierpnia bez przerwy pełnił służbę na wylocie do Grudziądza (na Gdańsk) wzmocniono i uruchomiono drugi - stały na szosie do Nowego Miasta Lubawskiego. Część załogi POLMO wzięła kilka dni urlopu, kilkunastu „zachorowało”, lecz zdecydowana większość (około jednego tysiąca pracowników) przystąpiła do strajku. Przebiegał sprawnie i bez incydentów. Jeszcze pierwszego dnia (2 września), po południu do stojącej fabryki, której już wówczas pilnowała jedynie służba porządkowa KS dotarło kilku przedstawicieli załóg brodnickich firm (Zakłady Mięsne, PKS, Żelatyna, PBRol, Stolarnia). Ustalono, że jeżeli w ciągu najbliższych trzech dni Komitet Strajkowy POLMO nie uzyska akceptacji dla swoich postulatów, to należy wywołać strajk solidarnościowy zakładów w całej Brodnicy. W czasie gdy trwały rozmowy Komitetu Strajkowego z dyrektorem fabryki Zdzisławem Zabłockim (do którego w południe 2 września dołączyli przedstawiciele Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego) przed główną bramą zakładu zbierali się ludzie, głównie rodziny strajkujących. Niby nie czuło się jakiegoś specjalnie dużego napięcia, jednak gdy w pewnej chwili wyciągnąłem aparat fotograficzny (radzieckie cudo „Smiena 8”) natychmiast mnie ofuknięto, głośno spekulując czy przypadkiem nie jestem „bezpiecznikiem”. Chcąc nie chcąc musiałem się cofnąć od bramy, a choć zdjęcie i tak zrobiłem, to jakościowo kompletnie do bani.
Rano 3 września, zastępcy przewodniczącego Komitetu Strajkowego Adamowi Raczyńskiemu dano znać, iż „na bramie” siedzi dwóch facetów z Grudziądza określających się jako przedstawiciele Komitetu Obrony Robotników. Raczyński po konsultacji z przewodniczącym Mańkowskim postanowił ich grzecznie „spławić”. Po latach stwierdził: „Trochę się obawialiśmy, że zaczną nam robić politykę, a my mieliśmy konkretne sprawy do załatwienia i odpowiedzialność za wielu ludzi”.
Strajk skończył się tego samego dnia. Nie była to decyzja jednomyślna, bo część członków Komitetu Strajkowego uważała, że przedłużenie strajku da dobry powód do takiego innym brodnickim załogom, aby one także załatwiły swoje sprawy przy pomocy „pistoletu strajkowego”. Mimo kontrowersji podpisano porozumienie, w którym obie strony „nieco odpuściły”, lecz pracownicy ZSM POLMO w sumie dopięli swego. Dostali natychmiastowe podwyżki pensji, wyrażono zgodę na odłączenie się zakładu od Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego (trochę to potrwało), dyrekcja przystała na wybory nowej Rady Zakładowej według regulaminu przygotowanego przez Komitet Strajkowy (także jej działalność miała być oparta na nowym Statucie stworzonym przez KS) . Dyrekcja uznała powstanie komitetu założycielskiego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników POLMO, (kierował nim Mieczysław Manelski), a który szybko zmienił nazwę na Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” przy ZSM POLMO (po krótkim okresie organizacyjnym dokonano wyborów i na czele komisji zakładowej NSZZ”Solidarność” przy ZSM POLMO stanął Tadeusz Górski. Była to największa organizacja związkowa w mieście.
Kilka dni po wydarzeniach wrócił z urlopu mistrz na wydziale W-1 Edward Semeniuk. Rozejrzał się po firmie, posłuchał relacji o strajku i postanowił wstąpić do NSZZ ”Solidarność”, zaczynając tym samym najgłośniejszą z brodnickich karier związkowych… Ale to trochę inna historia.
Piotr Grążawski
więcej »