aktualnościzdjęciaRada Regionalna SIPmultimedialne archiwumwładzeOferta wycieczkiProgram Adaptacyjność sukces przedsiębiorstwa
Czwartek, 22 czerwca 2017
Imieniny: Pauliny, Sabiny, Tomasza
HISTORIA BOKSU W INOWROCŁAWIU
Mało kto dziś pamięta, że Inowrocław zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiego pięściarstwa, a podczas pierwszych mistrzostw Polski dwaj tutejsi bokserzy stanęli na najwyższym podium krajowego championatu.

Od Junoszy do Jonaka
     W 1921 roku porucznik 4 Pułku Artylerii Polowej Wiktor Junosza Dąbrowski, stacjonując w Inowrocławiu założył tu Kujawski Klub Bokserski. Prowadzone przez niego treningi odbywały się głównie na powietrzu, a przy wyjątkowo niekorzystnych warunkach atmosferycznych… na werandzie domu, w którym został zakwaterowany. Trzy lata później dwaj podopieczni Junoszy: Jan Gotowała i Kazimierz Świtek zdobyli tytuły mistrzów Polski. Świtek był uczestnikiem igrzysk olimpijskich w Paryżu – w tym samym 1924 roku.
Junosza to postać w polskim boksie wyjątkowa; był trenerem, tworzył pierwszy regulamin i należał do grona założycieli Polskiego Związku Bokserskiego, był jednym z pierwszych w kraju pięściarzy zawodowych. Z zawodu oficer i dziennikarz (zdobywca pierwszego Złotego Pióra), z wykształcenia prawnik (absolwent uczelni w Odessie i paryskiej Sorbonie), z zamiłowania artysta – malarz i poeta. Z jego inicjatywy powstała impreza dla początkujących pięściarzy pn. Pierwszy Krok Bokserski.
Przez wiele lat zawodnicy Inowrocławia należeli do polskiej czołówki, miejmy nadzieję, że zbliżająca się impreza Tymex Boxing Night zainspiruje sportowe środowisko i w jakimś stopniu przyczyni się do powrotu kujawskiego pięściarstwa na drogę ringowych sukcesów.
Damian Jonak to postać mająca już ugruntowaną pozycję w polskim boksie zawodowym. Dotychczas niepokonany, mający w dorobku 38 zwycięskich pojedynków, były młodzieżowy mistrz świata WBC, champion krajów bałtyckich, zdobywca pasa International WBA - zmierzy się z Ayoub Nefzi. „Prince” również zdobywał trofea prestiżowych organizacji, m.in. pas IBF International.
Niewątpliwie wiele emocji można oczekiwać w walce pań. Ewa Brodnicka jest nie tylko atrakcyjną kobietą, ale i świetną pięściarką; odnosiła sukcesy w kick-boxingu i boksie amatorskim. W pięściarstwie zawodowym boksuje bez porażki, jest aktualną posiadaczką pasa międzynarodowej mistrzyni Polski. W Inowrocławiu skrzyżuje rękawice z ambitną Włoszką Monicą Genlili.
Krzysztofa Cieślaka rekomendować nie trzeba. Wystarczy wspomnieć, że każdy pojedynek z jego udziałem dostarcza publiczności niesamowitych i niezapomnianych wrażeń. Ogromna ambicja i determinacja „Skorpiona” wzbudza zachwyt widowni, jego walki są niezwykle emocjonujące. Spotkanie z Rumunem Oszkarkiem Fiko będzie pożegnalnym występem heroicznego boksera z podwarszawskiego Wołomina, jest to więc ostatnia szansa, aby zobaczyć Krzyśka w akcji.
Oprócz wymienionych inowrocławska publiczność obejrzy pojedynki z udziałem Marcina Siwego, Michała Żeromińskiego, Nikodema Jeżewskiego i Michała Leśniaka – pięściarzy pretendujących do czołówki polskiego boksu zawodowego. Wszyscy ambitni i waleczni, dysponujący dużym potencjałem – z pewnością zechcą w Inowrocławiu potwierdzić swoje aspiracje.
Nie ma cienia wątpliwości, że w sobotę 16 maja Inowrocław będzie stolicą polskiego boksu zawodowego - z Waszym udziałem!
Krzysztof Kraśnicki
Konkurs
Osoba, która jako pierwsza prawidłowo wskaże miejsce, gdzie pod kierunkiem Wiktora Junoszy odbywały się w Inowrocławiu zajęcia bokserskie- otrzyma 2 bilety na galę Tymex Boxing Night.
Odpowiedzi proszę wysyłać na adres e-mailowy: kkrasnicki@wp.pl
więcej »
CHLEB SZAFARSKI

   Wprawdzie takiej kategorii, czy kwalifikacji nie ma w żadnych oficjalnych księgach, nie znajdziecie jej w urzędach, patentach, podręcznikach kucharskich itp., jednak istnieje!

     Ów Szafarski Chleb (że pozwolę sobie na pisownię z dużej litery) został rozsławiony po wsze czasy przez samego Fryderyka Chopina, dzięki czemu wie o nim cały kulturalny świat! Niesamowite, ale tak właśnie jest. Otto młody muzyk, spędzając letnie wakacje 1824 roku w Szafarni, dokąd zaprosił go przyjaciel szkolny Dominik Dziewanowski – syn właściciela – okolicznych dóbr, 10 sierpnia napisał do swoich rodziców list, a w nim takie słowa:

 Najukochańsi Rodzice.

       Jestem zdrów z łaski Pana Boga i najprzyjemniej zawsze czas mi schodzi. Nie czytam, nie piszę, ale gram, rysuję, biegam, używam świeżego powietrza, już to jadąc w pojeździe na spacer, już też na siwym participe du verbe connaître tak jak właśnie wczoraj pola objeżdżając. Jem z nadzwyczajnym apetytem, a nic mi nie potrzeba do zupełnego zadowolenia chudego brzucha, który już tyć zaczyna, jak tylko na pozwolenia [!] i wolności jedzenia c h l e b a  w i e j s k i e g o. Gerardot  [lekarz Chopina] wprawdzie nie pozwolił mi jeść chleba żytniego, lecz to się ściągało tylko do chleba warszawskiego, nie zaś do wiejskiego. Nie pozwolił mi go jeść, bo kwaśny, a szafarski bez najmniejszego kwasu. Ten czarny, a ten biały. Tamten z grubej mąki, a ten z pięknej, na koniec ten by lepiej Gerardemu smakował niż tamten, i żeby go mógł skosztować, pewnie by mi go jeść pozwolił, bo zwyczajem doktorskim jest pozwalać pacjentom to, co sami lubią.

więcej »
TU, SKĄD DUCH MAZURKÓW CHOPINA...
 

     Biografowie znakomitego polskiego kompozytora Fryderyka Franciszka Chopina (1810- 1849) niemal zawsze wspominają o jego pobycie w Szafarni koło Płonnego (niedaleko Golubia-Dobrzynia i Brodnicy), gdzie dziś stoi dworek słynny z odbywających się tam koncertów fortepianowych. Wprawdzie nie jest to oryginalny dom, który odwiedzał i mieszkał w wakacje młody kompozytor (tamten , własność rodu Dziewanowskich - nowy właściciel rozebrał i prawie na tym samym miejscu postawił nowy, ten przetrwał do dziś), tym niemniej jego wnętrza są tak zaaranżowane i stworzono tu taki klimat, że duch Chopina wyziera z każdego miejsca (nawet staw ma kształt fortepianu). Znawcy tematu przyznają, iż fakt przebywania młodego Chopina w tych okolicach, jego zetknięcie się z folklorem było znaczące w rozwoju twórczej weny muzyka. Mało jednak mówi się, iż Szafarnia wcale nie była jedyną miejscowością tego kawałka ziemi dobrzyńskiej, którą Chopin odwiedził.

       A wszystko zaczęło się w 1822 roku, gdy 18 –letni Fryderyk poznał przebywającego w pensjonacie Chopinów Dominika Dziewanowskiego- kontynuatora słynnej linii rodu od XVII wieku osiadłego w Szafarni, około 8 km od Golubia Dobrzynia. Dość powiedzieć, iż ojciec Dominika, Juliusz, był rodzonym bratem bohatera spod Somosierry (1808r) pułkownika Jana Nepomucena Dziewanowskiego.

   W wakacje 1824 roku Dziewanowscy zaprosili Fryderyka Chopina do Szafarni, gdzie przyjęto go z wielką gościnnością, zaś szczególną opieką otoczyły go dwie śliczne siostry Dominika- Józefa i Ludwika, podobno poproszone o to osobiście przez panią Chopinową, drżącą o słabe zdrowie syna.

   Trzeba wiedzieć, że rodzina Dziewanowskich należała do elity szlachty dobrzyńskiej, prowadziła dom otwarty, utrzymując szerokie kontakty z innymi okolicznymi dworami. Wieść o przyjeździe młodego panicza z Warszawy, „biegłego w sztuce kompozycji fortepianowych” natychmiast rozeszła się po okolicy, czego następstwem były liczne zaproszenia. Wiemy, także ze wspomnień samego Chopina, że był częstym gościem dworku w Sokołowie, gdzie jego właścicielom Wybranieckim, oraz licznie zgromadzonym sąsiadom grywał swoje utwory.

więcej »
O TYM JAK OBRAZ MATKI BOSKIEJ BRZEMIENNEJ DO CHEŁMONIA TRAFIŁ
Część I - Legenda

B

yło to dawno, dawno temu. Pewnie na początku XVII wieku, a może nawet ciut wcześniej. Tak... To możliwe, że nawet troszkę wcześniej. Żył sobie wówczas w Chełmoniu pasterz Bartłomiej. Wiecie jak to z pasterzami, bo chyba każdy w swoim życiu miał szczęście poznać jakiegoś pasterza. No, przecie, że tak.

  Tedy wiecie, iż pasterze wiele wiedzą, wiele czują, na wielu sprawach się znają. Nie może być inaczej, ponieważ całe życie, od wiosny do zimy, przebywają pod gołym niebem, gdzie ich Pan Bóg uczy.

    Jak uczy? Ano na przykład doświadcza różną pogodą, lecz przedtem daje rozmaite znaki, zapowiedzi, na przykład; przed deszczem nisko latają jaskółki, gdy wrony siadają na wewnętrznych gałęziach, to przyjdzie mróz i tak dalej.

   Pasterze mają sporo czasu, bo przecież ciągle nie będzie się patrzył na krowi ogon, skoro ta pasie się spokojnie, a zresztą od czego jest pies?! Czasem pasterze siadają sobie przy ognisku i jeden drugiemu opowiadają rozmaite rzeczy, radzą, dzielą się doświadczeniem; ta roślina jest na to, tamta na to, inna na ajfto. Czasem zwyczajnie plotkują, czasem klepią niestworzone rzeczy o duchach, zjawach, upiorach, czasem śpiewają (niekoniecznie przyzwoite piosenki) czasem słuchają gry na piszczałce z kory, a czasem jaki zdolny potrafi nawet skrzypki wystrugać.

   Właśnie Bartek to potrafił... Nooo, może tak do końca to nie były takie skrzypki, jakie większość z nas zna, bo i pewnie drewno podłe, struny z końskiego ogona, skala dźwięków też inna. Nieważne, skoro Bartek potrafił na nich grać.

więcej »
O NIEMCU Z ESTONII, KTÓRY URATOWAŁ SKARBY TORUNIA

      Wielowiekowe i niezwykłe dzieje naszego Pomorza Nadwiślańskiego obfitują w wydarzenia których nie da się ocenić jedną miarą. Często jest tu tak. że proste schematy, czy wyobrażenia nie wytrzymują konfrontacji z faktami i chcąc nie chcąc człowiek musi na bok odkładać   nabyte stereotypy, uprzedzenia, na rzecz nowego spojrzenia, co pozwala szybciej zasypywać kulturowe, mentalne i historyczne rowy między narodami. To fascynujące

   Wczesną wiosną 1941 roku do kamienicy przy ulicy Piekary 35 w Toruniu (tej samej, która dziś jest własnością ZR Toruńsko-Włocławskiego NSZZ”S”) wszedł człowiek o poważnej, niemal ponurej twarzy. Wyraźne początki łysiny, duże okulary w grubych oprawach, starannie utrzymany garnitur, „pszenne” dłonie – wszystko to pasowało jak ulał do stereotypu wyglądu intelektualisty. W rzeczy samej nim był. Obszedł uważnie wszystkie pokoje, a potem otworzył okno pomieszczenia na pierwszym piętrze i krzyknął do mężczyzny stojącego na chodniku przed kamienicą – Paul! Trochę pracy i będzie z tu niezła biblioteka ludowa!

więcej »
DZIELNY DRUKARZ LAMBECK

   155 lat temu, w Toruniu, po raz pierwszy na ziemiach Polski wydrukowano „Pana Tadeusza”. Ówczesna drukarnia Lambecka znajdowała się przy ul Piekary 35, dokładnie w tej samej kamienicy, która obecnie jest własnością Zarządu Regionu Toruńsko Włocławskiego NSZZ „Solidarność”.

    Pasjonaci dziewiętnastowiecznej historii naszego Pomorza Nadwiślańskiego zwracają szczególną uwagę na lata 1848-1871, jako na okres dość zgodnego współżycia Polaków i Niemców, zwłaszcza na terenie historycznej ziemi chełmińskiej.Jednym z objawów owego zgodnego współżycia była wzmożona aktywność niemieckich drukarzy w wydawaniu polskich druków. Tylko w działających wówczas drukarniach Köhlera (Brodnica). Lohdego (Chełmno), Röthego (Grudziądz), Lambecka (Toruń) wyprodukowano 194 tytuły! A nie jest to w żadnym razie pełna liczba, bo gdy weźmiemy pod uwagę wydawnictwa mniej znanych drukarni, to wówczas trzeba nam będzie dodać jeszcze ponad 60 pozycji. W ogóle, niemieckie  oficyny  Prus  Zachodnich  w  latach   1848-1871   wydrukowały  379 tytułów,  z czego najwięcej  w Brodnicy -  104 i Toruniu -  103.  Po zjednoczeniu Rzeszy, na fali narastającego nacjonalizmu zjawisko stopniowo zanikało, aż pod koniec XIX wieku ustało zupełnie.

    14.XI 1814  roku w podtoruńskim Górsku. w rodzinie ewangelickiego pastora Lambecka przyszedł na świat chłopiec ochrzczony aż trzema imionami: Maksymilian Georg Ernest. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w rodzinnej wiosce, a po skończeniu tutejszej szkoły, przez trzy lata uczęszczał do toruńskiego gimnazjum. W 1826 rodzina Lambecków odziedziczyła w spadku majątek pod Norymbergą i w związku z tym przenieśli się do Niemiec, zaś w Górsku pozostał brat Ernesta, przejmując po ojcu obowiązki

więcej »
SZARŻA POD KROJANTAMI

   1 września 1939r, las koło miejscowości Krojanty, niedaleko Chojnic, w pobliżu ówczesnej polskiej granicy z Niemcami. Zbliżała się godz. 1845. Do dowódcy 18 Pułku Ułanów Pomorskich z Grudziądza płk Kazimierza Mastelarza dotarł właśnie meldunek od posuwającego się w szpicy całej grupy manewrowej ppor. Kazimierza Uranowicza – Około półtora kilometra przed nami, na polanę między Krojantami, a Nową Cerkwią, przy szosie do Chojnic wychodzi niemiecka piechota, w sile kilkuset ludzi.   Pułkownik Mastalerz nawet nie musiał patrzeć na mapę, doskonale znał te przygraniczne tereny. Błyskawicznie zorientował się, że Niemcy prawdopodobnie nie wiedzą o marszu jego grupy manewrowej, bo zasłania ją las. Musiał też przewidzieć, że za chwilę straci moment zaskoczenia, gdy posuwające się szosą wrogie czołówki natkną się na blokujący ją 4 szwadron, lub operujący w rejonie Nowej Cerkwi 3 szwadron jego Pułku. „Zsadzenie” ułanów z koni i zorganizowanie – zgodnie z regulaminem – pieszego natarcia mogło by zająć też dużo cennego czasu. Pozostało jedno- szarża.

więcej »