aktualnościzdjęciaRada Regionalna SIPmultimedialne archiwumwładzeProgram
Czwartek, 24 maja 2018
Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
CHLEB SZAFARSKI

   Wprawdzie takiej kategorii, czy kwalifikacji nie ma w żadnych oficjalnych księgach, nie znajdziecie jej w urzędach, patentach, podręcznikach kucharskich itp., jednak istnieje!

     Ów Szafarski Chleb (że pozwolę sobie na pisownię z dużej litery) został rozsławiony po wsze czasy przez samego Fryderyka Chopina, dzięki czemu wie o nim cały kulturalny świat! Niesamowite, ale tak właśnie jest. Otto młody muzyk, spędzając letnie wakacje 1824 roku w Szafarni, dokąd zaprosił go przyjaciel szkolny Dominik Dziewanowski – syn właściciela – okolicznych dóbr, 10 sierpnia napisał do swoich rodziców list, a w nim takie słowa:

 Najukochańsi Rodzice.

       Jestem zdrów z łaski Pana Boga i najprzyjemniej zawsze czas mi schodzi. Nie czytam, nie piszę, ale gram, rysuję, biegam, używam świeżego powietrza, już to jadąc w pojeździe na spacer, już też na siwym participe du verbe connaître tak jak właśnie wczoraj pola objeżdżając. Jem z nadzwyczajnym apetytem, a nic mi nie potrzeba do zupełnego zadowolenia chudego brzucha, który już tyć zaczyna, jak tylko na pozwolenia [!] i wolności jedzenia c h l e b a  w i e j s k i e g o. Gerardot  [lekarz Chopina] wprawdzie nie pozwolił mi jeść chleba żytniego, lecz to się ściągało tylko do chleba warszawskiego, nie zaś do wiejskiego. Nie pozwolił mi go jeść, bo kwaśny, a szafarski bez najmniejszego kwasu. Ten czarny, a ten biały. Tamten z grubej mąki, a ten z pięknej, na koniec ten by lepiej Gerardemu smakował niż tamten, i żeby go mógł skosztować, pewnie by mi go jeść pozwolił, bo zwyczajem doktorskim jest pozwalać pacjentom to, co sami lubią.

Lecz nie dość na tym; Warszawa miasto, a Szafarnia wieś. Tam dla wszystkich bułki, a tu prawie tylko dla mnie jednego. Jakże więc można, żeby mi Mama pozwolenia nie dała? Czyliż nie dosyć jasno wystawiłem, że mogę jeść chleb wiejski? Żeby tylko Gerardot był w Warszawie, zaraz bym prosił Pani Dziewanowski [!] o bochenek chleba i przez pocztę w pudełeczku przesłał, a za pierwszym ugryzeniem kromeczki Gerardot dałby pozwolenie.

Czy trzeba lepszej pochwały tradycyjnego wiejskiego chleba z tego kawałka ziemi dobrzyńskiej? Wprawdzie coś mi się zdaje, że młody Frycek lekko przesadził z białością mąki i samego chleba, ale „nic to”, wszak widać czuł, że tak trzeba aby uzyskać oficjalne zezwolenie na zajadanie się zdrowym chlebem. Aby go upiec wcale nie trzeba być wielkim mistrzem, wystarczy średnie doświadczenie kucharskie oraz:

- kilogram przesianej mąki żytniej (ani zbyt jasnej, ani zbyt ciemnej),

- kilogram przesianej mąki pszennej,

 - dwa litry zsiadłego mleka

- około stu gramów drożdży,

- około 200 gramów rozczynu (czyli surowego ciasta np. z poprzedniego pichcenia)

- sól do smaku

 

Drożdże i rozczyn rozrabia się w małej ilości mleka, z odrobiną mąki i cukru, pozostawić do wyrośnięcia. Wyrośnięty rozczyn połączyć z mąką i mlekiem. Dobrze wymieszać obie mąki, zaś trochę (garść) zostawić „na później”. Słyszałem, że niektórzy lekko (!) podgrzewają zsiadłe mleko, zanim dodadzą je do ciasta. Wprawdzie nie wiadomo dlaczego., jednak „tak je panie lepsze” i już! Ciasto trzeba gnieść co najmniej pół godziny, a potem zostawić „do wyrośnięcia” na trzy godziny. Po tym dodać do niego mąkę, którą zostawiliśmy na początku, po czym gnieść jeszcze co najmniej przez piętnaście minut.

   Zostało jeszcze uformować z ciasta zgrabne bochenki, położyć je na przygotowana blachę i przez dwadzieścia pięć minut piec w temperaturze dwustu stopni. Po tym czasie sprawdzamy zaawansowanie powstania skórki, a następnie dopiekamy w temperaturze około stu siedemdziesięciu stopni. 

   Pamiętajmy, że chleb jest w gruncie rzeczy dość prostym produktem naturalnym, otrzymanym z produktów tak podstawowych jak mąka, woda, a także pomocniczych: mleko, jakieś ziarna, odrobina soli i tym podobne, dlatego ośmielam się twierdzić, że większą rolę odgrywa tu dobre, solidne „zagniecenie”, niż drobna przesada, czy niedobór jakiegoś składnika. Tu zrobienie „fuchy” natychmiast się zemści wyglądem i smakiem.

 

    A co z leniwcami? Właściwie – według ludowego porzekadła - nie powinni jeść, ale nie bądźmy tak okrutni, tym bardziej, że w dobrzyńskim worze tradycyjnego jadła i dla takich gagatków jest przepis na chleb bez zagniatania!


« powrót